Butelka pod jabłonką, czyli historia odwagi Ireny Sendlerowej

Nowe światło na znanej biografii

Mogłoby się wydawać, że o życiu i niezwykłych dokonaniach Ireny Sendlerowej wiemy już niemalże wszystko. Okazuje się, że ta niezwykle ciekawa i złożona postać ma jeszcze wiele kart do odkrycia. Książka “Dzieci Sendlerowej” autorstwa Tilar J. Mazzeo nad wymiar skrupulatnie oddanie nie tylko prawdziwą naturę sanitariuszki, ale przede wszystkim zagłębia się we wszystkie motywacje, które nią kierowały – zarówno wżyciu prywatnym jak i zawodowym.

Irena Sendlerowa nie dbała o rozgłos, nie chwaliła się tym, czego dokonała podczas wojny, ponieważ nie uważała tego za nic bohaterskiego. Historia pokazuje, że było zupełnie inaczej. Ta odważna i pewna siebie kobieta uratowała z getta ponad 2500 dzieci, a wielu z nich niosła pomoc na terenie Warszawy. Ratunek przychodził za pomocą różnych środków – najczęściej pozorowanej śmierci, kiedy wynosiła dzieci na własnych rękach (podając im wcześniej środek nasenny), innym razem przemycając je pod hałdami ciuchów lub materiału lub przerzucając za pomocą sieci kanałów warszawskich. Wszystkie ich dane dokładnie notowała, przed wyrobieniem fałszywych dokumentów, a małe paski bibuły zakopała w jednej butelce pod drzewem owocowym na ogrodzie swojego przyjaciela.

Nie tylko anioł z getta


Autorka w bardzo dokładny i skrupulatny sposób podchodzi do kreślenia biografii Ireny Krzyżanowskiej. Opowiada o jej rodzinnym domu, ojcu, który podejmował się pracy na rzecz podwarszawskiej biedoty i drogi zawodowej, którą obrała młoda kobieta. Podczas II wojny światowej zrobiła kurs pielęgniarki i bywała w getcie dwa, trzy razy dziennie, pod pozorem walki z chorobami zakaźnymi. Przenosiła szczepionki, jedzenie i pieniądze, zawsze drwiąc sobie z niekompetencji Gestapo. Jej podejście, a nawet częsta, jawna pogarda w stosunku do niemieckich oficerów, nie opuszczała ją nawet po przesłuchaniach w 1942 roku na alei Szucha, skąd szczęśliwie odbił ją oddział partyzantów. Po tym wydarzeniu, niepomna na przestrogi, nadal kontynuowała swoją działalność, czasami nawet zwielokrotniając swoje wizyty w getcie.

W życiu prywatnym pozostawała osobą bardzo upartą, mającą bardzo duży wpływ na współpracowników. Miała niesamowity instynkt przywódczy, ale bywała też impulsywna i nader kochliwa. Osoby z jej bliskiego otoczenia powołują się na to, że nie można było jej odmawiać i że zawsze musiała postawić na swoim. Biorąc pod uwagę na jakie szlachetne cele pożytkowała całą energię można z powodzeniem stwierdzić, że bardzo dobrze się stało, że nie poddawała się presji otoczenia i nie chciała zostać jak jej koleżanki “wyłącznie panną z dobrego domu”.

People obraz autorstwa freepik - www.freepik.com

O aniele z warszawskiego getta. Irena Sendlerowa

Nie do końca poznana postać

Ze względu na liczne publikacje dotyczące życia i odważnego działania Ireny Sendlerowej możemy mieć wrażenie, że wiemy już o niej wszystko. Nic bardziej mylnego, okazuje się, że Tilar J. Mazzeo dokonała rewizyty jej biografii, rzucając na niektóre aspekty zupełnie nowe światło. “Dzieci Sendlerowej” to opowieść kurczowo trzymająca się biografii anioła z warszawskiego getta, jak zwykło się ją nazywać, ale też historia prywatna, której nie do końca poświęcano wcześniej uwagę.

Irena Krzyżanowska od młodzieńczych lat wiodła życie dość buntownicze, niezamykające się w regułach i normach. Kobieta zaangażowanie w pomoc słabszym wyniosła z domu, jej ojciec, który był lekarzem prowadził co prawda prywatną praktykę, ale większość czasu poświęcał na bezpłatne leczenie warszawskiej biedoty, również żydowskiej. Przed wojną ukończyła studia i kurs pielęgniarki, a podczas wojny działała w tajnych organizacjach konspiracyjnych. Pod pozorem leczenia chorób zakaźnych dostała przepustkę do warszawskiego getta, które odwiedzała nawet trzykrotnie w ciągu dnia, przenosząc na jego teren żywność, pieniądze, a nawet nielegalnie produkowane szczepionki. Przede wszystkim zajmowała się ratowaniem dzieci, zmieniając ich metryki urodzenia, wywożąc je z getta, najczęściej pozorując ich śmierć lub przedostając je kanałami na teren Warszawy.

Szyfr i jabłonka

Irena Sendlerowa, z pomocą “Żegoty” z sukcesem uratowała około 2500 dzieci z warszawskiego getta. Uczyniła to, co zauważa autorka, ze względu na swój niespotykany upór i umiejętności przekonywania ludzi. W pewnym czasie udało jej się nawet zgromadzić akcję pomocy finansowej oraz kilka mieszkań na terenie miasta, gdzie udzielała schronu małoletnim. O swojej działalności po wojnie nie mówiła nic, pozostała osobą skromną, ale jej dość zadziorną naturę komentują i przypominają wszyscy jej współpracownicy. Przede wszystkim bardzo często starała się robić na złość okupantom, często śmiejąc się z ich inkompetencji i miernego przygotowania do pracy. Autorka nie zapomina też o jej burzliwym życiu uczuciowym i wspomnieniu wielkiej miłości, którą darzyła Żyda, którego ukrywała podczas wojny (była już wtedy mężatką).

Jej zaszyfrowane dane, którymi posługiwała się w nadziei, że wszystkie uratowane dzieci odnajdą po wojnie swoich bliskich, schowała w butelce, którą zakopała pod drzewem na ogrodzie swojego przyjaciela. Bardzo odważnie stawiła czoła Gestapo podczas przesłuchań, szczęśliwie została odbita z alei Szucha przez współpracowników “Żegoty”. We wspomnieniach pozostaje nie tylko empatyczną bohaterką, ale przede wszystkim pewną siebie kobietą o bardzo skomplikowanej naturze.

 

 

 

Anioł z warszawskiego getta. O Irenie Sendlerowej

Butelka pod jabłonką

Tilar J. Mazzeo podejmuje temat bohaterki warszawskiego getta w poruszającej książce “Dzieci Sendlerowej“. To zupełnie nowa publikacja, zaglądająca w biografię kobiety i przede wszystkim rewizytująca wspomnienia tych, którzy dzięki niej przetrwali. Z książkami biograficznymi o Sendlerowej łączy ją ten sam mianownik – ogrom refleksji i podziwu dla odwagi bohaterki.

Autorka podchodzi do tematu nad wyraz skrupulatnie i kreśli biogram Ireny, z domu Krzyżanowskiej, począwszy od jej dzieciństwa. Stara się połączyć wątki związane z jej buntowniczą naturą a ciągłym niebezpieczeństwem ze strony Gestapo. Kobieta uczestniczy nie tylko w organizacji państwa podziemnego, ale tworzy siatkę pomocy dla uciekinierów i osób, które ukrywają się przed Niemcami. Co znamienne, nie pomija się w tej publikacji osób dorosłych, którym również niosła pomoc. Najwięcej uwagi poświęca się czasom, kiedy jako sanitariuszka dostała zezwolenie na wchodzenie do warszawskiego getta. Dokładnie i w wielu szczegółach opisane są jej pomysły i realizacje na ratowanie dzieci z tego miejsca.

Spryt ponad wszystko

Z książki wyłania się nie tylko obraz osoby empatycznej, pochylonej nad cudzym nieszczęściem. To opowieść o sprytnej i zaradnej kobiecie, która potrafiła wywierać wpływ na ludziach. Opisują to przede wszystkim osoby, które pomagały jej w tamtym czasie, nie zapominając o tym, w jaki sposób Irena prosiła swoich znajomych o przechowywanie uratowanych dzieci. Większość z nich wydostawała się z getta kanałami, niektóre przez wywrę w murze, ale najczęściej były wynoszone pod stertą ubrań lub miały za zadanie udawać zmarłe (czasami podawano im ku pomocy odpowiednie środki usypiające). Na kawałeczkach bibuły Sendlerowa spisywała dane każdego z nich, a wszystkie informacje wrzuciła do butelki, którą zakopała pod jabłonią, rosnącą na ogrodzie jej przyjaciela. Tym sposobem uratowała ponad 2500 dzieci. Jedyne czego nie przewidziała to to, że ponad 90% z nich straci swoje rodziny w wyniku bestialskich działań Niemców.

Autorka stara się zrozumieć motywację Sendlerowej i nade wszystko oddaje hołd jej uporowi. Często zauważa, w jak drwiący sposób odnosiła się do Gestapo, nawet kiedy była torturowana i przesłuchiwana na alei Szucha. Z jej prywatnego życia wyłania się jeszcze jeden obraz – mężatki, która mimo zawarcia związku była całą wojnę zakochana bez pamięci w Żydzie, którego ukrywała. Nie wstydziła się tego i w żaden sposób tego nie ukrywała. Jej skomplikowana natura z pewnością zaciekawi czytelnika, a dokładna analiza jej osobowości rzuci nowe światło na postać, o której myśleliśmy, że wiemy już wszystko.